piątek, 18 lipca 2008

Wedding


UWIELBIAM FACEBOOK! :D

FACEBOOK i AIESEC :))

Jak śmiesznie ostatnio. Monika ustawiła sobie opis na facebooku ze jest w Delhi. I co nastapiło? Udit - koleś który był we Wrocku na praktyce z 3 lata temu zaprosił ją na wesele swojej kuzynki! Tak to właśnie tutaj wygląda :) Każdy zaprasza każdego :)

Jego rodzina jedną z bardziej znanych w Delhi więc i weselicho wielkie!

Cieszyłam się jak głupia, bo od początku mojego pobytu tutaj marzyłam, żeby zobaczyć hinduskie wesele! Plan, aby wyjść za kogoś w przeciągu tego miesiąca i się rozwieść na szczęście runął wraz z tym zaproszeniem :D uff!!!

Nawet nie wyobrażacie sobie ile poświęciłyśmy aby być na tym weselu! Specjalnie 2 dni wcześniej wróciłyśmy z Jaipuru, wszelkie przyotowania i podróż autorikszą przez 2 godziny! A jak się wszyscy na tym weselu dziwili że przyjechałyśmy z tak daleka! Ponad 35 kilosów przez zatłoczone Delhi, tylko po to żeby zobaczyć parę młodą ubranych z przepychem, objeść się przepysznym jedzeniem i pobrodzić w błocie oraz zmoknąć w deszczu :)

No nie tylko :) Gdybyśmy tam nie pojechały, nie spotkałybyśmy Udita i jego przyjaciół, nie pojechałybyśmy na kawe w genialnm hotelu i nie spędziłabym genialnych następnych wieczorów w tym towarzystwie :) a więc oczywiście te wszystkie przypadki nie są przypadkowe :)

Najlepsza jednak była sama podróż i przygotowania! Ile my się powściekałyśmy, powyklinałyśmy i uśmiałyśmy do łez to nie do opisania :) Zaczynając od podróży powrotnej z Jaipuru - specjalnie wsiadłyśmy do autobusu już o 10 rano żeby zdążyć :) No ale jak to w Indiach bywa, nie możesz się niczego spodziewać ;D co się okazało? Że kierowca zatrzymał się oczywiście w innym miejscu niż na głównym przstanku autobusowym, oczywiście na drugim końcu miasta ;D a kolesie z rikszami oczywiście nas nie chcieli wziąć za mniej niż 150 rupii, mimo, że Indusów skasowali by pewnie za 40! Świniaki!

Tak więc dotarłyśmy do domu, przemęczone brudne a nasi gospodarze mówią że mamy 2 minuty na przebranie i przygotowanie do wesela bo oni muszą wyjść! Jakby nie mogli tego oczywiście wcześniej oznajmić! Wrr!

My nie mając nic specjalnego do ubrania, pożyczyłyśmy śmieszne spódnice od Dishy - siostry naszego gospodarza + te ich bransoletki ( oczywiście moja ręka za duża więc jak je założyłam z mydłem i wodą to ściągnęłam dopiero następnego dnia bo ręka mi tak niesamowicie spuchła ;) do tej pory mam siniaki!

No nic, ubrane kolorowo na maksa pojechałyśmy łapać rikszę - i na domir złego zaczęło lać jak z cebra! :D żebyście nas widzieli w tej rikszy! Wymalowane, wystrojone jak chińskie królewny w przeokropnie brudnej rikszy z jednej strrony z zasłonką, z drugiej zasłaniając się parasolką :D a co najlepsze, koleś się zgubił, ciemno, i okropne korki ;D

Okazało się że korki są już na to wesele bo tak dużo gości się zjechało. Riksza stanęła w największej możliwej kałuży a koleś mówi: TRAFFIC! PEOPLE GOING FOR MARRIAGE. CANNOT GO! I kazał nam wysiąść! W życiu nie zapomnę Moniki jak doniego krzyczy w tym ich akcencie: JES! I KNOW THAT THERRRE IS A MARRIAGE OVERRR THERRE! DO U WANT ME TO GET OFF HERRRE!?!?! Prawie się posikałam! :D

Z wesela w sumie nic nie wyszło bo deszcz zepsuł wszystko, a my oczywiście jak głupie zostałyśmy do samego końca gdzie była już tylko sama najbliższa rodzina! A najlepszy był komplement od ciotki Udita - CIESZĘ SIĘ ZE PRZYNAJMNIEJ SPRÓBOWAŁYŚCIE UBRAĆ COŚ INDYJSKIEGO :D spróbowałyśmy! Hahah!




Brak komentarzy: