piątek, 18 lipca 2008

Stare Delhi & India Gate


Jak mówią: przeżycia w Indiach są niesamowicie intensywne… i tak naprawdę nie da się tego opisać… intensywność barw oddasz na zdjęciu, ale nie ten cały ruch, chaos, zapach, pot, skwar i duchotę, natarczywe spojrzenia nieznajomych… to wszystko razem sprawia, że przeżywasz Indie wszystkimi zmysłami czego nie sposób opisać.

Ale nie o zmysły tylko chodzi… głównie rozgrywa się to jednak o emocje jakie przeżywasz… co czujesz kiedy po raz setny musisz się targować z rykszarzem o drogę, kiedy jesteś już niesamowicie zmęczona a każdy nadal Ciebie zaczepia mówiąc: YES MAAM… SPECIAL COLLECTION JUST FOR YOU!, kiedy większość ludzi bezczelnie się w Ciebie wpatruje, kiedy za Tobą łazi i dobitnie daje do zrozumienia że jesteś inna, kiedy już zaczynasz się z tego wszytskiego śmiać i totalnie się znieczulać … NIE DO OPISANIA!


Niesamowita niedziela za nami…


Dzisiaj z Moniką wybrałyśmy się do Old Delhi - starego miasta jak prawdziwe turystki :D SAME! Wreszcie :) zobaczyłyśmy kilka zabytków, pospacerowałyśmy, brałyśmy ryksze, spontaniczne zakupy i ful przetraconych pieniędzy mimo agresywnego targowania :) Niesamowity dzień tak naprawdę! Taki totalny chillout…

Byłby niesamowity gdyby nie ostatnie miejsce - Indian Gate. To jest taki wielki monument w samym centrum miasta. Ogolnie wygląda niesamowicie, dodatkowo ful ludzi wokół siedzi na trawie i się relaksuje. My jak się pojawiłyśmy od razu zostałyśmy otoczone przez grupkę randomowych chłopaków ( max 17 lat!) którzy się przystawiali… okropne! Zanim się wydostałyśmy stamtąd minęła dość długa chwila - bardzo nieprzyjemna. Nie polecami nikomu, a szczególnie żadnej białej dziewczynie pojawiać się tam po zmroku bez towarzystwa jakiegoś przystojnego Hindusa :D

Całokształt przygód muszę przyznać uczynił mnie dużo twardszą niż byłam, od agresywnego targowania się, przepychania łokciami, głośnego mówienia nie, aż po niekulturalne przeklinanie. Wracam do domu i muszę jakąś detoksykację przejść żeby stać si ę na nowo kobietą :)




Trochę metafizycznie…

Niesamowite jak podróże pokazują jasno na białym co jest dla Ciebie ważne w życiu… to za czym tęsknisz tak usilnie, to do czego wracasz myślami w chwilach zadumy…

Nie żeby dla mnie ziemniaki z masłem były czymś niesamowicie ważnym, aczkowiek od moich problemów żołądkowych non stop o nich marzę, za nimi tęsknię i nie mogę się ich doczekać :)

Tak mówiąc serio, nie ma co polemizować - miłość, przyjaźń i rodzina to jest to za czym tęsknię! Co mi po tym, że podróżuję, zwiedzam świat, przeżywam tyle intensywnych przygód jeśli nie mam się z kim tym podzielić? Jeśli nikt nie cieszy się tak jak ja?

Bo najlepsze w podróżowaniu są powroty do domu!

Wedding


UWIELBIAM FACEBOOK! :D

FACEBOOK i AIESEC :))

Jak śmiesznie ostatnio. Monika ustawiła sobie opis na facebooku ze jest w Delhi. I co nastapiło? Udit - koleś który był we Wrocku na praktyce z 3 lata temu zaprosił ją na wesele swojej kuzynki! Tak to właśnie tutaj wygląda :) Każdy zaprasza każdego :)

Jego rodzina jedną z bardziej znanych w Delhi więc i weselicho wielkie!

Cieszyłam się jak głupia, bo od początku mojego pobytu tutaj marzyłam, żeby zobaczyć hinduskie wesele! Plan, aby wyjść za kogoś w przeciągu tego miesiąca i się rozwieść na szczęście runął wraz z tym zaproszeniem :D uff!!!

Nawet nie wyobrażacie sobie ile poświęciłyśmy aby być na tym weselu! Specjalnie 2 dni wcześniej wróciłyśmy z Jaipuru, wszelkie przyotowania i podróż autorikszą przez 2 godziny! A jak się wszyscy na tym weselu dziwili że przyjechałyśmy z tak daleka! Ponad 35 kilosów przez zatłoczone Delhi, tylko po to żeby zobaczyć parę młodą ubranych z przepychem, objeść się przepysznym jedzeniem i pobrodzić w błocie oraz zmoknąć w deszczu :)

No nie tylko :) Gdybyśmy tam nie pojechały, nie spotkałybyśmy Udita i jego przyjaciół, nie pojechałybyśmy na kawe w genialnm hotelu i nie spędziłabym genialnych następnych wieczorów w tym towarzystwie :) a więc oczywiście te wszystkie przypadki nie są przypadkowe :)

Najlepsza jednak była sama podróż i przygotowania! Ile my się powściekałyśmy, powyklinałyśmy i uśmiałyśmy do łez to nie do opisania :) Zaczynając od podróży powrotnej z Jaipuru - specjalnie wsiadłyśmy do autobusu już o 10 rano żeby zdążyć :) No ale jak to w Indiach bywa, nie możesz się niczego spodziewać ;D co się okazało? Że kierowca zatrzymał się oczywiście w innym miejscu niż na głównym przstanku autobusowym, oczywiście na drugim końcu miasta ;D a kolesie z rikszami oczywiście nas nie chcieli wziąć za mniej niż 150 rupii, mimo, że Indusów skasowali by pewnie za 40! Świniaki!

Tak więc dotarłyśmy do domu, przemęczone brudne a nasi gospodarze mówią że mamy 2 minuty na przebranie i przygotowanie do wesela bo oni muszą wyjść! Jakby nie mogli tego oczywiście wcześniej oznajmić! Wrr!

My nie mając nic specjalnego do ubrania, pożyczyłyśmy śmieszne spódnice od Dishy - siostry naszego gospodarza + te ich bransoletki ( oczywiście moja ręka za duża więc jak je założyłam z mydłem i wodą to ściągnęłam dopiero następnego dnia bo ręka mi tak niesamowicie spuchła ;) do tej pory mam siniaki!

No nic, ubrane kolorowo na maksa pojechałyśmy łapać rikszę - i na domir złego zaczęło lać jak z cebra! :D żebyście nas widzieli w tej rikszy! Wymalowane, wystrojone jak chińskie królewny w przeokropnie brudnej rikszy z jednej strrony z zasłonką, z drugiej zasłaniając się parasolką :D a co najlepsze, koleś się zgubił, ciemno, i okropne korki ;D

Okazało się że korki są już na to wesele bo tak dużo gości się zjechało. Riksza stanęła w największej możliwej kałuży a koleś mówi: TRAFFIC! PEOPLE GOING FOR MARRIAGE. CANNOT GO! I kazał nam wysiąść! W życiu nie zapomnę Moniki jak doniego krzyczy w tym ich akcencie: JES! I KNOW THAT THERRRE IS A MARRIAGE OVERRR THERRE! DO U WANT ME TO GET OFF HERRRE!?!?! Prawie się posikałam! :D

Z wesela w sumie nic nie wyszło bo deszcz zepsuł wszystko, a my oczywiście jak głupie zostałyśmy do samego końca gdzie była już tylko sama najbliższa rodzina! A najlepszy był komplement od ciotki Udita - CIESZĘ SIĘ ZE PRZYNAJMNIEJ SPRÓBOWAŁYŚCIE UBRAĆ COŚ INDYJSKIEGO :D spróbowałyśmy! Hahah!




Jaipur

Hmm… De Luxe po polsku znaczy zdecydowanie inny poziom niż w Indiach :) Kupiłyśmy sobie bilety na autobus deluxe tak aby czuć się wygodnie i bezpiecznie podczas wieczornej podróży do Jaipuru prosto z Agry :)

Hmm… de luxe to był tylko napis na autobusie i nic więcej! Po pierwsze de luxe nie jest jednoznaczne wcale z klimatyzacją… po drugie brud, smród i wpatrzone oczy współtowarzyszy podróży przez 6 godzin :D

No i oczywiście jak się można było spodziewać wysadzili nas w środku miasta zamiast na dworcu autobusowym… wrr! Środek nocy, koleś który miał nas odebrać nie wie gdzie to jest i mnóstwo rykszarzy oferujących przejażdżkę :D nawet dostałąm jednego wizytówkę, na której było napisane FUNNY BOY and HIS SERVICE :D

Jaipur jest znany jako różowe miasto… I prawda! Połowa budynków jest naprawdę różowa! I jak niesamowicie wygląda stara architektura i słonie na ulicach! Ale się jarałam!

Miasto jest również otoczone górami i przepięknymi fortami…

Niesamowity był jednak nasz sposób poznawania miasta! Na motorach! Mój kolega (Jai - był na CEEDzie w Gdańsku i u nas na LCC październikowym w Poznaniu!) i jego znajomy zabrali mnie i Monikę na przejażdżkę! Niesamowicie! Najbardziej fenomenalny sposób zwiedzania miasta! Żadnych wykańczających wycieczek z przewodnikiem, żadnego zbędnego gadania… Tylko ten niesamowity wiatr we włosach, ciepłe powietrze na twarzy i stare niesamowite budynki :)




Agra

Agra

Być w Indiach i nie widzieć Taj Mahalu to nawet nie można porównać z niewidzeniem papieża podczas pobytu w Rzymie ;D

TAJ MAHAL TO NUMER JEDEN NA LIŚCIE TO DO!

No i oczywiście my jak największe turystki i tam się wybrałyśmy :) pociągiem za Delhi za 75 rupii!!! Czyli 3 polskie złote!!! Oczywiście jedyne białe, ściśnięte w tłumie brudnych ludzi, ale co tam! Doświadczenie niesamowite! ;)

Oczywiście w Taj Mahalu przyczepił się przewodnik i nawijał przez pół drogi o historii tego monumentu i takiech tam… aż się w końcu wkurzyłyśmy na maksa i powiedziałyśmy że nic mu nie zapłacimy bo nie dość że za bilet wstępu musiałyśmy zapłacić 750 (!) ( a rodzimi tylko 50!) to jeszcze on nam nawija i zawraca głowę! :D

My bardzo dziewczęco chciałyśmy sobie popstrykać tylko ładne zdjęcia! Po co nam wiedzieć coś więcej? :D

I na poważnie tak myślę! Historia budynków mnie nie interesuje, wolę 100 razy bardziej posiedzieć w kafejce z "tubylcem" i porozmawiać gdzie się dowiem dużo więcej o ich kulturze niż z przewodnika… :)

Zresztą to jest mój sposób podróżowania, który uwielbiam i nie zamierzam zmieniać :)


Popatrzcie na nasze fenomenalne zdjęcia!


Chora

  1. Chora!

No tak, moja przekorna natura dała się we znaki! Przestrzegana tysiące razy żeby nie jeść z ulicy oczywiście musiałam spróbować!

Zabrali mnie do takiego "fajnego" miejsca na dworze ( śmierdzi, brudno, robale i duszno!) gdzie robią najlepsze "paranthe" w mieście. Są to takie chlebki mega tłuste w środku jakby nadziewane najróżniejszymi rzeczami - paneer ( ich ser) czy kurczak na przykład. Dobre było, nie powiem, ale po tym ile się nacierpiałam następnej nocy to już nikt nie zrozumie…

Cała noc w toalecie, na podłodze zwijając się z bólów żołądka… nic specjalnego do opowiadania :D każdy może sobie wyobrazić, czego oczywiście nie polecam :)

No i słynne Delhi Belly już za mną! Następna rzecz na liście TO DO zaliczona! Juppi!!!

niedziela, 6 lipca 2008

Genialna kolacja :)

Niesamowita sprawa!

Fajnie być jednak obcokrajowcem i to jeszcze z MC :) Siedze sobie wczoraj w biurze w Chandigargh, podchodzi do mnie laska z Rady i mówi, że jest takich dwóch aktywnych członków, którzy koniecznie chcą mnie zaprosić na kolację :)

Okazało sie, że są to EPsi czyli osoby, które chcą szybko wyjechać na praktykę - i w ramach przygotowań spotykają się z różnymi obcokrajowcami! Niesamowite!

Zabrali mnie do świątyni hinduskiej, dokładnie wytłumaczyli co i jak i po raz kolejny już podczas mojego wyjazdu tutaj stwierdziliśmy że większość religii jest bardzo do siebie w gruncie rzeczy podobna i że bazuje na uniwersalnych wartościach. Fenomenalne jest to uczucie zgody!


Najlepszy motyw po tym, ja tutaj brudna, spocona po całym dniu spotkań z EB, trejnisiami, szwędania się tu i tam a oni mnie zabierają do restauracji w 4 gwiazdkowym hotelu! aaa!
Przepyszne indyjskie jedzenie, oczywiście północno indyjski Paneer czyli taki dziwny biały ser i te niesamowite indyjskie chlebki! uwielbiam! :)




A to po lewej to jest odświeżacz oddechu, który dostajesz w restauracji po posiłku :) są to jakieś ziarenka nie wiem czego ( zielone) i biały cukier - mieszasz razem i żujesz w buzi :) lepsze niż guma do żucia! :)




kupa śmiechu, wygłupów i obiecywania że na bank przyjadą do Polski na praktykę :) byłoby genialnie!

ale najlepsza część to już nastąpiła po! jechaliśmy już do domu, i w pewnym momencie ta dziewczyna mnie pociągnęła i już siedziałyśmy na oknie z tułowiem poza i machającymi rękoma! Jak cudownie poczuć ten wiatr na twarzy i we włosach! :)

Lokalne życie :D

5 lipca

Heja!

Niesamowite w ilu domach ludzi będę miała okazje mieszkać podczas mojej podróży! Do tej pory, przez okres 4 dni w chandigargh mialam okazje mieszkac w 4! Każda noc w innym!

Z jednej strony to fantastyczne, ponieważ poznaję naprawde różne zachowania i style życia różnych osób, ale jest jednak ta gorsza strona a mianowicie brak stabilizacji i samodzielności, czego ścierpieć nie mogę.

Żebyście mnie dzisiaj widzieli jak mnie za sobą ciągają! Tu na lunch, tu do biura, rano poprosiłam o wypranie moich rzeczy (które były jak wyjęte psu z gardła ze względu na podróże, upał i wilgotność) w domu Apurava - osoby z MC odpowiedzialną za wymianę wychodzącą - a po południu się dowiedziałam, że dzisiaj u niego nie śpię a u innej laski wiec tylko zebrałam moje rzeczy do reklamówki, przeprowadziłam się i teraz wiszą na klamkach, fotelach, stołach i innych przyrządach domowych u niej.

Jej, jak ja marzę o normalnym wypraniu ich w pralce Z PŁYNEM DO PŁUKANIA, wysuszeniu ich na świeżym powietrzu i poczuciu TEGO FENOMENALNEGO ZAPACHU ŚWIEŻOŚCi, kiedy zakładasz świeżo uprasowany ciuch na siebie… oj tego tutaj nie doświadczę! Nie dość, że pranie od razu prawie że śmierdzi, to jeszcze nie schnie bo jest wilgotno… ale nic to!!!

I tak lubię INDIE! :)

Ps. A dzisiaj się opiłam rożnych soków, shakes z mango i się zakochałam w tym owocu! Uwielbiam mango! :) -> jak usłyszał to mój kolega to aż mnie wyzwał na pojedynek w jedzeniu mango prosto z drzewa, bez jakichkolwiek sztućców czy czegokolwiek innego :) jutro ten wielki dzień! :)

Pierwsza wizyta w Komitecie Lokalnym - CHANDIGARGH

5 lipca


No to pierwsza wizyta w lokalnym już prawie za mną! Swoją podróż rozpoczełam o dziwo od samiutkiej północy - Chandigargh - miasta, z którego jego mieszkańcy są dumni jak nigdzie indziej, miasta, które jest uznane za najczystsze w Indiach ( przyznaję) i o dziwo, które ma to szczęscie nie używania klaksonów co 3 sekundy.

Pogoda jest również calkiem przyjemna, a przy bezchmurnym niebie można nawet zobaczyć pierwszą część HIMALAJÓW! :)

Miasto to jest podzielone na sektory, każdy z nich na 4 części - nigdzie indziej w Indiach nie zobaczycie takiego porządku! :)

Poznałam całą Radę Wykonawczą ( ich jest tu w radach nizliczona ilość!), poprowadziłam z nimi spotkanie, jak i również z każdą osobą z osobna pod kątem współpracy.

LC Chandigargh słynie z najlepszego wykorzystania potencjału ET oraz z bardzo dobrej recepcji, co sama mogę potwierdzić - mają biuro w domku , a na piętrze jest dom praktykantów więc cały czas ktoś jest.

Szukają również TT Epsów, oraz są otwarci na przyjęcie CEEDera ( w sierpniu ) pod kątem ICXa specjalnie pod Polskę ( głównie MT i TT) więc do dzieła Polacy :)